Historia pewnego roweru ... czyli więcej sprzętu niż talentu :)

Sportowo wychowywały mnie piękne czasy osiemdziesiąte - jako dziecko trenowałem piłkę ręczną grając w MKS’ie. Klasa sportowa, treningi pięć razy w tygodniu, szatnia w piwnicach szkoły i ciągłe wyjazdy na turnieje. Jeśli mam powiedzieć, że te czasy czegoś mnie nauczyły to oprócz rozwinięcia wielu cech motorycznych i psychicznych zapamiętałem dwie rzeczy:

 

  • Nie ma czegoś takiego jak „brudny prysznic” - przez lata przebierania się i kąpania w „Centrum Badawczym Państwowej Akademii Nauk - oddziału hodowli grzybów wszelkich” zobojętniałem całkowicie na warunki jakie oferują kluby w ramach zaplecza sanitarnego. Do dziś stan szatni i prysznica nie robi na mnie żadnego wrażenia.
  • „Sprzęt nie gra” - to było hasło powtarzane nam przez trenera za każdym razem gdy jakimś cudem graliśmy z drużyną, której zawodnicy mieli na przykład specjalne buty na halę, a nie zwykłe sportowe buty na plastikowej podeszwie, które sprawiały, że chcąc wykonać zwód kończyłeś piruetem niczym Filipowski w szczytowej formie na lodzie. Gdy w klasie szóstej po wakacjach w Jugosławii przywiozłem sobie trampki z kauczukową podeszwą, przez pierwsze miesiące nie umiałem grać. Zatrzymywałem się w tym miejscu, w którym zaczynałem hamowanie, a efekt poślizgu zaginął. Potem na szczęście nastąpił powolny upadek ery zwanej komunizmem i w sklepach (a częściej na halach targowych) można było nabyć sprzęt importowany (czytaj głównie przemycany) z Berlina Zachodniego … i tak oto zaczęła się moja przygoda z procesem który można nazwać „wyścig zbrojeń” … czyli jak mieć coraz lepszy sprzęt sportowy.

 

Efektem tegoż procesu jest opisana tutaj taczka.

 

Początek powstawania tego roweru był dość dziwny. Należy pamiętać, że moja przygoda z triathlonem jest nadal w fazie „chodzimy ze sobą”. Jeszcze nie podjąłem ostatecznej decyzji, czy triathlon będzie moim partnerem na całe życie. Co prawda już kilkakrotnie skonsumowaliśmy nasz związek, ale nadal jesteśmy na etapie poznawania się. Tym samym mój pierwszy start w zawodach odbył się w roku 2013 - i przez cały sezon 2013 startowałem na rowerze szosowym przygotowanym pod triathlon, czyli tak na prawdę zwykła szosa z lemondką, trochę przestawiona na BG Fit na pozycję czasową. 

 

Pod koniec sezonu 2013 Krzysztof Panfil (Profesjonalny Serwis Rowerowy) zaczął mnie namawiać, abym na kolejny sezon zainwestował w koła aero. No i już byłem gotowy je zamawiać gdy napisał do mnie Mikołaj z AirBike z informacją, że ma fajną ramę w moim rozmiarze. Oczywiście powiedziałem, że nie chcę i że to bez sensu. 

Jednak jak się okazało to ziarno trafiło na podatny grunt.  W mojej głowie pojawił się plan … a gdyby tak zbudować rower od podstaw?

 

Kilka dni później pojechałem do Mikołaja i zobaczyłem ramę … do bólu poprawną, zwykłą, czarną, tylko lakierowaną ramę. Pomyślałem sobie, że jeśli ma być moja to musi być pomalowana. Mikołaj podchwycił temat personalizacji ramy i się zaczęło.

Poniewapierwsze zdjęcież był to listopad roku 2013 to nie było pośpiechu z realizacją. 

 

W kolejnym tygodniu prowadziłem szkolenie dla pracowników sieci Harley - Davidson w Polsce. Byłem u Katowickiego dealera motocykli tej marki i podczas jednej z rozmów z chłopakiem odpowiadającym za customizację motocykli powiedziałem o tym, że będę budował rower i szukam kogoś kto mógłby pomalować ramę. On uśmiechnął się złowieszczo i powiedział chodź, coś Ci pokażę. Przyniósł mi kawałek baku motocyklowego - bak był koloru czarnego w metaliku. Poprosił mnie, abym położył rękę na baku - po jej zabraniu zobaczyłem … odcisk swojej dłoni - w pięknym pomarańczowym kolorze. Zbaraniałem. Widząc moje zdziwienie pracownik wyjaśnił - to jest lakier termoaktywny, zmienia kolor pod zmianą temperatury. Właśnie sprowadziliśmy tę technologię do Polski - co byś powiedział, aby Twój rower zmieniał kolor?

 

I to chyba było największą zajawką … rower, który gdy stoi na przykład w garażu, lub innym chłodnym pomieszczeniu ma inny kolor niż po wyjechaniu na słońce. Od tego się zaczęło.

 

Jedyne co pozostało to opracować projekt. Czyli ustalić co będzie się zmieniało. W sumie główny element malowania był w mojej głowie od samego początku. To, że na rowerze ma być moja rodzina wiedziałem od pierwszego dnia, gdy podjąłem decyzję o malowaniu ramy (Mikołaj z AirBike twierdzi, że to był jego pomysł). Uznałem, że jeśli ma być osobisty to musi być na nim to, co jest dla mnie najcenniejsze i najważniejsze. 

 

W tym momencie z pomocą przyszedł Piotr z firmy Arrow - dealera Harley-Davidson z Katowic. Po tym jak opisałem mu pomysł, że na rowerze ma być namalowana rodzina Piotr podał kilka pomysłów. Pierwotnym było zrobienie matowego malowania na całym rowerze, a w miejscu zdjęcia zostawić metaliczny lakier. Jednak w pewnym momencie padł pomysł - a gdyby tak rodzina znikała? 

Zwariowałem … to jest mega. I spełnia swoją główną funkcję - dodatkowej motywacji. Bo gdy jest już naprawdę ciężko, gdy jest upał - moja małe czorty i żona się pojawiają i dają kopa. 

 

IMG_0108

Gdy pomysł był nadszedł czas realizacji. To było bardziej skomplikowane. Po pierwsze potrzebowałem aktualne, wysokiej rozdzielczości zdjęcia żony i synów. I w sumie nie byłoby to trudne do zorganiz

owania, gdyby nie to, że … rower był budowany w tajemnicy przez żoną. Ania miała go zobacz

yć dopiero jak będzie gotowy. 

IMG_0093IMG_0737

Tym samym pod pretekstem zdjęć do p

racy z

IMG_0741

organizowaliśmy sesję zdjęciową - na szczęście fotografem, który realizował zdjęcia jest Marcin - mój dobry kolega. 

Tym samym udało się w tajemnic

y ogarnąć całą sesję.

 

Następnym krokiem było zrobienie projektu - to było zadanie dla grafika. Było wiele projektów, aż w końcu … ten ostateczny. 

 

Potem rama pojechała do Katowic, projekty graficzne zostały wysłane i … rozpoczął się napięty czas oczekiwania. Dla osób robiących malowanie to też było duże przeżycie - po pierwsze to jedna z pierwszy

ch prac w technologii termoaktywnej. A po drugie to malowanie carbonu - tu również trzeba uważać z technologią utwardzania lakierów. 

 

 

W końcu rower wrócił. Pierwsze co zrobiłem to pojechałem do AirBike z suszarką, aby zobaczyć jak działa technologia termoaktywna. Czy aby na pewno rower zmienia kolor :-) 

 

Wyglądało to tak:

 

 

No, a potem … potem to już robota dla profesjonalistów. Co ciekawe ten rower był realizowany we współpracy dwóch konkurentów - AirBike i Profesjonalny Serwis Rowerowy. Gdy zaczęliśmy dyskutować o tym jaki osprzęt powinien być w rowerze zaprosiliśmy do dyskusji Krzyśka Panfila - z bardzo prostego powodu. Po pierwsze Krzysiek ma zajawkę jeśli chodzi o rowery czasowe i w sumie składa ich dość dużo. A po drugie - nie był zaangażowany w realizację … więc wierzyłem, że może podawać również abstrakcyjne rozwiązania - nawet te, które są trudno osiągalne w Polsce … w końcu to nie jego problem. W wyniku tych dyskusji powstał finalny plan „uzbrojenia roweru”. Mikołaj (AirBike) zajął się wszystkimi szczegółami technicznymi - ja się tylko uparłem na dwie rzeczy - na koła Zippa i siodełko. Mimo tego, że wiele osób przekonywało mnie, żebym wziął inne koła. Że są lepsze marki, że inne firmy mają lepszą technologię. Dla mnie jednak jest jedna rzecz za którą dla mnie Zippy są numerem jeden - ich dźwięk. Dla mnie to buczenie, które one wydają jest genialne. 

 

Ostatnia rzecz to wygoda i ergonomia. Dla dla mnie rower mus być przede wszystkim wygodny. Tym samym najważniejszym elementem jego dopasowywania był BG Fit.

fit3fit2fit1

 


Jednak powstanie tego roweru to również pewne wewnętrzne rozterki. Dość długo zastanawiałem się „czy wypada”. Jest takie powiedzenie „więcej sprzętu niż talentu”. I ja mam świadomość, że to jest rower na którym bez wstydu można wygrywać zawody nie tylko w Polsce, ale i światowe. A jednocześnie ja jeżdżę absolutnie amatorsko i najczęściej ścigam się z limitem czasowym. Ja bardzo długo jeździłem motocyklami i w środowisku motocyklowym był podział na tych „prawdziwych motocyklistów”, którzy od kołyski mieli do czynienia z motocyklami. Którzy zaczynali od WSKi, Junaka, czy potem MZ, czy JAVA. I jeśli się czyta fora motocyklowe to Ci „prawdziwi motocykliści” często z pogardą wypowiadają się o osobach, które być może nigdy w życiu nie jeździły, ale w pewnym wieku, mogąc sobie na to pozwolić zrobili prawo jazdy kupili sobie, często nowy i drogi motocykl. 

 

I moim zdaniem w środowisku triathlonowym w Polsce pojawia się dokładnie ten sam trend. Z jednej strony genialna praca wykonywana przez szereg osób promujących triathlon w Polsce sprawia, że do tego sportu wchodzi wielu nowicjuszy. Z drugiej strony głosy oburzenia, że ten sport jest dla bogaczy, że się za bardzo komercjalizuje. 

 

I to jest chyba moja największa obawa, a zarazem motywacja. Jak jechać na tym rowerze, aby wykorzystać jego potencjał. 

 

Tym samym jeśli się spotkamy na zawodach i na części kolarskiej będziecie mnie wyprzedzali jadąc na „góralu”, czy rowerze trekingowym (mam nadzieję, że Wigry 3 mnie nie wyprzedzi) to i tak nie będzie mi przykro :-) … uśmiechnę się jak zwykle i w duszy sobie powiem „sprzęt gwizda, a rowerzysta … „ :P 

 

Do zobaczenia na zawodach :-)

 

Wyszukiwarka

Facebook

Polecam

huubbanner
Jeśli zaczynasz przygodę z triathlonem, czy pływaniem w wodach otwartych i zastanawiasz się nad wyborem sprzętu to porzuć wyszukiwarki internetowe lub  czytanie forów. Po prostu skontaktuj się z zespołem HUUB Polska. Bo Maciek i Spółka to nie tylko genilany sprzęt bardzo dobrej marki, ale przede wszystkim prawdziwe doradztwo i długofalowa pomoc.
Znajdziesz ich tutaj:
https://www.facebook.com/HuubPolska