I'm NOT a triathlete

No i stało się - jestem Finisherem :-)

 

Projekt Majorka udało się zakończyć sukcesem. Jednak ten tekst nie będzie o tym jak przebiegał ostatni okres przygotowań. Nie będzie to również podsumowanie samych zawodów. Ten tekst to mała refleksja nad sobą - takie zwykłe spotkanie się z moim wewnętrznym ja.

 

Muszę powiedzieć to głośno - nie jestem triathlonistą. 

Dla kolegów z zagranicy - I’m not a triathlete.

 

Może ktoś z Was zapyta skąd taka refleksja? Czy coś się stało? Czy coś poszło nie tak? 

 

Wręcz przeciwnie - wszystko poszło idealnie. Wręcz perfekcyjnie.

 

Na Majorkę pojechaliśmy wspólnie z Akademią Triathlonu. Już na lotnisku w Warszawie spotkaliśmy kolegów, dzielących tę samą pasję. Po krótkiej wymianie uprzejmości, przedstawieniu się doszło do mnie za sprawą mojej żony, że coś tu jest nie tak … Ania wyszeptała mi do ucha słowo … "dziękuję :-). Dziękuję, że mnie zabrałeś, bo Twoi koledzy jadą bez partnerek". I wtedy do mnie dotarło - faktycznie tylko ja wybrałem się jak na wycieczkę, czyli z żoną, a nie na poważne zawody. Na szczęście w Berlinie dołączył do naszej grupy jeszcze jeden kolega z partnerką … trochę mi ulżyło.

 

Jednak kolejne minuty przebywania razem tylko pogłębiały moje przemyślenia … siedząc wspólnie na lotnisku koledzy dziarsko rozmawiali o nazwiskach, które są dla mnie obce … jak się okazuje omawiali wyniki światowej czołówki triathlonu. Dyskutowali o tym z taką pasją, że widać było, że dla nich to idole, inspiracja wielu codziennych działań.

 

Na nieszczęście dla mnie pojawił się temat dyskusji o sprzęcie.


IMG_0629Każdy powiedział dwa … no dobra dwieście … zdań o swoim rowerze, o zmianach, których dokonał, o piance, którą kupił, o planach zakupowych. 

Gdy doszło do mnie … no cóż … nie umiałem zbyt wiele opowiedzieć. Wiem, ze to wstyd. Szczególnie, że mam nowy rower. To prawda - jest zajebisty. To prawda - jaram się nim … ale jaram się najbardziej zdjęciem, które mam na ramie. Inne rzeczy jak przerzutki, pomiar mocy, korba, kierownica, czy koła … no cóż … jakoś nie podnoszą ciśnienia mojej krwi. Oczywiście lubię ten moment, kiedy ktoś mijając mnie powie „fajny rower” … odpowiadam wtedy najczęściej „lepszy rower niż kolarz” … w sumie taka prawda. No cóż zapytany o osprzęt mojego roweru powiedziałem tylko … musicie zapytać Mikołaja z AirBike … on będzie wiedział najlepiej co w nim zamontował.

 

Może to wstyd, ale ja się na tym nie znam. Co gorsza nie za bardzo chcę się znać. Po prostu - dla mnie rower ma jeździć no i oczywiście fajnie wyglądać. Te dwa parametry spełnia.

 

 

Dzień zawodów był tylko dobiciem. Rano spotkaliśmy się o barbarzyńskiej porze. Kurcze - jak można wstawać w dniu zawodów o 5.30 !!! Zjedliśmy śniadanie. Tutaj na szczęście nie odstawałem od grupy - trzymając się żelaznych zaleceń dietetyczki przyjąłem swoje tradycyjne śniadanie przedstartowe - bagietkę z miodem. W sumie to wszyscy je jedli - w końcu wypadłem profesjonalnie :-)

 

Potem wyprawa do strefy zmian, zostawienie bidonów, dopompowanie kół. 

 

Powrót do hotelu, założenie pianki i na start.

 

Start opiszę kiedy indziej.

 

Finish, meta i … dostałem swój medal. Upragniony z 1/2 IM.

 

Ponieważ meta była jakieś 200 m od hotelu, w którym mieszkaliśmy poszedłem do niego, wziąłem prysznic i wskoczyłem do zimnego basenu. Było bosko. Najlepsza regeneracja w życiu. 

 

W międzyczasie przyszli wszyscy koledzy. Zamówiliśmy piwo i się zaczęło… pogłębiona analiza wyników. Rozkminianie ile czasu można byłoby urwać, gdyby szybciej zrobić zmianę. Dlaczego rower zajął o 5 minut więcej niż planowali. I tak dalej. Co najważniejsze … analizowanie wyników trwało kolejne 24 godziny.

 

Podziwiam ludzi z taką pasją. Imponuje mi to, że potrafią się tak głęboko zaangażować w sport pomimo wielu innych codziennych obowiązków. 

 

Z dużym przekonaniem mogę powiedzieć … to są Triathloniści przez duże T. I nie tylko z uwagi na osiągane wyniki, ale za serce, które wkładają w ten sport.

 

A ja … no cóż … ja pływam, jeżdżę na rowerze i biegam. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że uprawiam triathlon - tak, tak - bo jeszcze go nie trenuję, na razie tylko uprawiam. Czy kiedyś stanę się triathlonistą? Nie wiem … 

 

Bla mnie triathlon to sport. 

Dla triathlonisty to to styl życia, to pewien piękny stan umysłu.

 

  

 

 

 

 

 

Wyszukiwarka

Facebook

Polecam

huubbanner
Jeśli zaczynasz przygodę z triathlonem, czy pływaniem w wodach otwartych i zastanawiasz się nad wyborem sprzętu to porzuć wyszukiwarki internetowe lub  czytanie forów. Po prostu skontaktuj się z zespołem HUUB Polska. Bo Maciek i Spółka to nie tylko genilany sprzęt bardzo dobrej marki, ale przede wszystkim prawdziwe doradztwo i długofalowa pomoc.
Znajdziesz ich tutaj:
https://www.facebook.com/HuubPolska