Projekt Majorka - 20 tygodni do startu

22_GrudzieńNiedziela. 

 

Jestem w pociągu do Zakopanego. Śpię na górnej leżance - jest piekielnie gorąco. 

Pierwszy raz budzę się około 5 w nocy. Idę siku, ale co ważniejsze uświadamiam sobie jak bardzo jestem nieprzygotowany do drogi - nie mam nic do picia. 

W sumie to nie powinno mi się chcieć pić, w końcu w nocy tyle wypiłem :) … idę do konduktora - na szczęście ma w sprzedaży wodę mineralną. Kupuję dwie butelki. Wypijam. Od razu czuję się lepiej. Zasypiam jak dziecko. Spokojnie dosypiam do Zakopanego. 

Jest 8.57 - przyjeżdżamy punktualnie na miejsce. Wysiadam na dworcu - pogoda śliczna - błękitne niebo. Leży kilka centymetrów śniegu. Wsiadam do taksówki. Jadę co Centralnego Ośrodku Sportu - Ośrodek Przygotowań Olimpijskich. 

O 14.00 mam tam prelekcję + konsultacje dla kadry narodowej Łyżwiarzy Szybkich - reprezentacji Polski na igrzyska w Sochi. 

W hotelu jestem około 9.15. Idę na śniadanie. Za 23 zł zjadam pełne śniadanie, czyli ciemne pieczywo, masło, szynkę drobiową, pomidora i ogórka. Niestety kawa jest tylko sypana - paskudztwo. Soku i owoców też nie ma :(

 

Po śniadaniu idę zobaczyć na trening naszych panczenistów. Kurcze - z jaką lekkością oni jeżdżą. Wracam do hotelu - do wystąpienia mam jeszcze 4 godziny. Idę na basen. Pływanie

Kupuję bilet za 7 zł i wchodzę na basen. Wariuję - jest całkowicie pusty. Oprócz ratownika nie ma na nim żywej duszy. Ja niestety nie zaplanowałem treningu. Tym samym robię zwykłą odbijankę - czyli 120 basenów w tę i z powrotem. Bez żadnych ćwiczeń, akcentów, innych takich. Czyli 3000 metrów zrobione.

 

Kończę trening. Ubieram się. Idę do sali szkoleniowej. Rozkładam materiały dla uczestników. Książka, notes, długopis. 

 

Konsultacje z zawodnikami kończę około 17. Mam jeszcze dużo czasu. O 19.30 jeszcze spotkania indywidualne. Co tu robić? Decyzja prosta - idę na saunę. 

 

SaunaSauna mała, bez luksusów. Ale przynajmniej jest basen z zimną wodą do schłodzenia się po sesji. 

Idę na 4 cykle po 15 minut dzielone chłodzeniem i odpoczynkiem. 

Kończę około 19.10. Szybko się ubieram i o 19.30 jestem już na indywidualnych konsultacjach.

 

Kończę rozmowy. Zamawiam taksówkę. Jadę na dworzec. Wsiadam do pociągu - jest praktycznie cały pusty. Ja jestem sam w przedziale. Kładę się spać. O 22.12 pociąg rusza. Ja zasypiam prawie natychmiast.

 

 

23_GrudzieńPoniedziałek.

Jest 7.00. Przyjeżdżam do Warszawy. Szybko wsiadam do taksówki. Jadę do domu. Chłopaki ją już ubrani. Pakuję ich do samochodu i zawożę do przedszkola.

Wracam do domu. Kopię się po podróży. Przebieram. Siadam do komputera - muszę przygotować pilnie prezentację - o 15.00 mam jeszcze spotkanie z Klientem. Kończę prezentację. Wsiadam w auto. Jadę do Klienta. Spotkanie udane. Szybko wracam - jadę odebrać Filipa z przedszkola. Maksa odebrała jak zwykle wcześniej Niania. 

 

Wracamy do domu. Chwilę po nas przyjeżdża Ania. Zjadamy obiad. Bawimy się z dziećmi. Mieliśmy się pakować - jutro wyjeżdżamy na Święta do Gdańska, do moich rodziców. Nie mamy siły. Chłopaki zasypiają. Idziemy spać.

 

24_GrudzieńWtorek

Budzę się rano, o 6.00. Nie robię żadnego treningu. Za to zaczynam się pakować na wyjazd. Osoba torba rzeczy sportowych. Buty do biegania, leginsy, windstoper. Po spakowaniu walizki idę pakować samochód. Jako pierwsze do bagażnika wrzucam cztery kettle:

1 x 12 kg

2 x 16 kg

1 x 20 kg

Następnie wrzucam zgrzewkę Soku z Brzozy oraz paczkę musów Kubuś.

 

Pakuję resztę rzeczy. Jedziemy do Gdańska. 

 

U rodziców jesteśmy około 15.00. Przebieramy się. ) 16.00 siadamy z rodziną do stołu - Wigilię czas zacząć. 

O 17.30 przychodzi Mikołaj - synowie moi są zachwyceni. Karze śpiewać piosenki, opowiadać wierszyki. Zna każdego po imieniu. Jest super. 

Ja dostaję mega prezenty. Nową bluzę do biegania. Ósemkę (taką deskę między nogi) do pływania i krótkie płetwy. Już nie mogę się doczekać treningu.

 

Siedzimy przy stole do nocy. W międzyczasie składam tylko lego Filipowi. Około 23.00 idziemy spać.

 


25_GrudzieńŚroda.

Budzi mnie nastawiony na 6.00 budzik. 

Ubieram się i idę biegać. Jest mega ciepło jak na grudzień. BieganieOprócz tego ciemno kosmicznie. Zakładam latarkę - czołówkę. Biegnę swoją ulubioną trasę u rodziców - dookoła jeziora. Jest to droga wzdłuż lasu. Ciemność jest gigantyczna. Lubię biegać w takich warunkach. Nic specjalnego, ale 7 km przebiegnięte.

 

Wracam do domu. Kąpię się. Ubieram. Schodzę na rodzinne świąteczne śniadanie.

 

Maks nie chce jeść - to nie jest normalne. Okazuje się, że ma wysoką temperaturę. W takich chwilach doceniasz życzenia „zdrowych świąt”. Co gorsze już wczoraj Marcin (syn mojego brata) też miał temperaturę. Dziś Marcinowi oprócz temperatury pojawiły się krosty - jak nic ma ospę. 

 

Po śniadaniu wsiadamy z bratem do samochodu. Jedziemy do apteki. Kupuję coś na obniżenie temperatury. Mój brak leki na ospę - głównie różne mazidła do smarowania. 

 

O 12 Maks pokłada się mocno. Zabieram go do łóżka i kładę spać. Ja zasypiam - on nie :)

 

Wstaję około 14.00 - Maks w końcu zasnął. Szukamy w internecie lekarza z wizytami domowymi - w pierwszy dzień Świąt nie jest to łatwe. W końcu się udaje. Przyjeżdża lekarz. Szybko bada Maksa - diagnoza - angina. Spadł mi kamień z serca - bo już się bałem, że to też ospa. U Marcinka potwierdza ospę. 

 

Jadę kupić antybiotyk. Niestety Maks nie przyjmuje żadnych lekarstw - po prostu zwraca wszystko co dostaje - tym samym nie udaje się podać mu lekarstwa. Jednak Panadol w czopku działa - gorączka spadła. 

 

Do końca dnia siedzimy w domu. Tego dnia więcej nie trenuję.

 


26_GrudzieńCzwartek

Budzi mnie o 6.00 Maks. Chce mleko. Schodzę o kuchni. Przygotowuję magiczny napój. Wracamy na poddasze na którym śpimy - zawsze u rodziców śpimy na poddaszu - to mój dawny pokój. Włączam Maksowi bajkę. Rozgrzewam się. Biorę kettle. Robię poranny trening - nowego WOD’a:Kettlebel

  • Double Swing - 10 powtórzeń - 2 x 12 kg, potem zarzut i :
  • Press - 5 powtórzeń 2 x 12 kg,
  • Squat - 5 powtórzeń 2 x 12 kg,

6 serii.

 

Kończę. Biorę prysznic. Idę na śniadanie.

Po śniadaniu idziemy do Kościoła. Po kościele pada pomysł, abyśmy wspólnie poszli na trening jak Maks zaśnie. Plan jest realizowany. Tym samym jak tylko Maks zasypia przebieramy się i idziemy na trening. Idę z Anią i moim bratem. BieganiePlanowana trasa - ta sama - biegniemy dookoła jeziora. Jednak z Anią robię marszobiegi - 3 minuty biegu / 2 minuty marszu. 7 km marszobiegu zrobione. Na koniec treningu Ania z moim bratem idą do domu. Ja muszę się dobić - biegnę 6 sprintów - około 180 metrów każdy. Biegnę na 80% możliwości. Jestem cudownie zmęczony.
Razem trening 8 km.

 



Wracam do domu. Kąpię się. Ubieram. Jemy obiad. Czyli jak to zwykle w Święta.

KettlebelOkoło 17 idę na poddasze - robię trening z kettlami:

nowego WOD’a:

Double Swing - 10 powtórzeń - 2 x 12 kg, potem zarzut i :

Press - 5 powtórzeń 2 x 12 kg,

Squat - 5 powtórzeń 2 x 12 kg,

6 serii.

 

Dodatkowo:

6 x 30 powt. swing x 20 kg

 

Do wieczora już nie ćwiczę.

 



27_GrudzieńPiątek, 

Święta, Święta i po Świętach. 

 

Rano budzi mnie Maks - o 6.30.

Chce mleko. Schodzimy do kuchni. Szykujemy wspólnie napój - Maka wsypuje proszek i miesza. Robię sobie kawę. Wracam do łóżka. Poszczam Maksowi bajkę. Bawię się z nim do 8.00. W międzyczasie budzi się Filip - też dostaje mleko. O 8.00 przychodzą moi rodzice i przejmują zabawę z dziećmi.


BieganieUbieram się - idę na trening. Biegnę dookoła jeziora. Z jedną modyfikacją - biegnę dwa okrążenia. Tym samym robię 13,5 km.

 

Tego dnia już więcej nie ćwiczę.

 







28_GrudzieńSobota.

Poranek już tradycyjny. Budzi mnie Maks. Robię mu mleko, sobie kawę. Bawimy się. Około 8.00 budzą się pozostali domownicy. Myjemy się. Zjadamy śniadanie. 

Moi rodzice z Anią i dziećmi jadą na spacer na plażę. Ja zostaję w domu. Muszę skończyć jedną rzecz na komputerze oraz zrobić trening.

 

BieganieOkoło 13.45 ubieram się i ruszam w trasę dookoła jeziora. Mam w planach przebiec dwa okrążenia. Jedna po pierwszych kilometrach dopada mnie zgaga. Mam swoje przypuszczenia co jest tego powodem - obwiniam maślane, kruche ciasteczka mojej mamy. Jak byłem dzieckiem to ja je robiłem. Więc wiem jakie są tłuste - to prawie samo masło. Po 6 kilometrze nie mam siły biec. Przełyk pali mnie niemiłosiernie. Decyduję się wrócić do domu. Wracam. 

W domu wypijam Malox - czuję, że załagodził objawy zgagi. Więc decyduję się dokończyć trening. Wybiegam przebiec drugie okrążenie.

Tym samym zaliczam 14 km biegu.

 

Po treningu kąpię się, przebieram. Wracają moi rodzice, Ania i dzieci. Zjadamy późny obiad. Potem wspólna zabawa z dziećmi. 

 

O 19.30 zamawiamy z Anią taksówkę i jedziemy do Sopotu. Czas na małą imprezę. Idziemy do małego wine-house, a potem do Spatifa - kurcze jak ja dawno nie byłem w Spaciu. Klimat mocno się zmienił, ale zabawa nadal była przednia. Wracamy do doku po północy. Powód prozaiczny - rano wyjeżdżamy do rodziców.

 

Idziemy spać.

Wyszukiwarka

Facebook

Polecam

huubbanner
Jeśli zaczynasz przygodę z triathlonem, czy pływaniem w wodach otwartych i zastanawiasz się nad wyborem sprzętu to porzuć wyszukiwarki internetowe lub  czytanie forów. Po prostu skontaktuj się z zespołem HUUB Polska. Bo Maciek i Spółka to nie tylko genilany sprzęt bardzo dobrej marki, ale przede wszystkim prawdziwe doradztwo i długofalowa pomoc.
Znajdziesz ich tutaj:
https://www.facebook.com/HuubPolska