Projekt Majorka - 21 tygodni do startu

15_GrudzieńNiedziela. 

Dzień wolny więc robię swoje. Budzę się o 6.00. Schodzę do kuchni, robię sobie kawę. Włączam czajnik - woda na mleko przyda się się już za chwilę. 

Idę do garażu. Przynoszę sobie kettle. Zaczynam rozgrzewkę. Po rozgrzewce czas na pełny trening - robię swoje:Kettlebel

  • Swing - 10 serii po 14 powtórzeń - ciężar - jadę na zmianę jedna seria 28 kg, jedna 32 kg.
  • Pressy - 10 serii po 7 powtórzeń - ciężar 2 x 12 kg
  • Front Squat - 10 serii po 7 powtórzeń - ciężar 24 kg 2 x 12 kg

 

W międzyczasie wstają dzieci. Robię im mleko, włączam bajkę. 

Ania śpi długo. Nadal czuje się słabo - zdiagnozowana angina. Nie ma lekko.

 

Po treningu biorę szybki prysznic, ubieram się, ubieram chłopaków i jedziemy na basen. Tradycyjnie przed wyjściem Filip robi awanturę, że nie chce jechać, bo on musi trenować z Panem Bartkiem, a Maks będzie się bawił z tatą. No cóż … w sumie ma trochę racji. Jednak jak zwykle po basenie role się odwracają - Filip bardzo zadowolony. A jeszcze bardziej zadowolony z jego postępów jestem ja. Choć giga kotem i tak jest Maks … on będzie wymiatał w wodzie jak wściekły. 

 

Wracamy do domu. Bawimy się z chłopakami, około 13.30 Maks zasypia. Ja idę się pakować - wyjeżdżam do Katowic na szkolenie. 

 

Zjadamy obiad. Przyjeżdża teściowa - zostanie z Anią pomóc jej. Ja wyjeżdżam. W pociągu nadrabiam zaległości. Dojeżdżam do Katowic. Jadę do hotelu - śpię w Hotelu Olimpia - to jest hotel na terenie Spodka - bardzo go lubię, bo jest bezpośrednio obok siłowni, basenu (w sumie to takiej większej wanny) i sauny. Myślałem, że pójdę na saunę, ale odpuszczam. Kończę pracę na komputerze. 

Zasypiam.



 

16_GrudzieńPoniedziałek.

 

Budzę się o 7.00 - zaplanowany brak treningu porannego. Bez pośpiechu się myję, zjadam śniadanie, zamawiam taksówkę i jadę na szkolenie. 

 

Po szkoleniu wracam do hotelu. Planowałem iść na saunę, ale jakoś coś mnie nosi. Postanawiam, że pójdę pobiegać. Z reguły nie planuję tras biegowych - po prostu wychodzę z hotelu i biegnę przed siebie. Tym razem jest inaczej. Wchodzę do internetu i wpisuję w wyszukiwarkę hasło „bieganie Katowice”. Wyskakuje mi informacja, że polecanym miejscem jest Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku, zwany również Parkiem Śląskim. Sprawdzam na mapie gdzie on jest - okazuje się, że tylko 3 km od hotelu. Postanawiam tam pobiec. BieganieOkazuje się, że to strzał w dziesiątkę. To absolutnie zjawiskowe miejsce. Wariuję. Mimo tego, że jest ciemno jak w zimie w nocy, to i tak park robi na mnie kolosalne wrażenie. Jest wielki, zadbany i z pomysłem. Ścieżki (za wyjątkiem głównej) słabo oświetlone, ale ja i tak biegam z czołówką - więc jakoś mi to nie przeszkadza. Po drodze mijam sporo biegaczy - napawa mnie to optymizmem, bo do tej pory w Katowicach spotykałem najmniej biegających osób. Biegnę bez planu, bez pomysłu, tak po prostu przed siebie. Udaje mi się przebiec 12 km. Wracam do hotelu zajarany parkiem. Postanawiam, że rano do niego wrócę. 

 

Kąpię się. Włączam komputer. Pracując zasypiam.

 

 

17_GrudzieńWtorek. Nastawiony budzik na 6.50 budzi mnie perfekcyjnie. Jednak jak się można obudzić tak późno to nawet nie mam problemu z zasypianiem :). Przyjmuję swoją tradycyjną poranną, przedtreningową porcję - Sok z Brzozy plus mus jabłkowy Kubuś. Ubieram się i wychodzę biegać. Biegnę do Parku Śląskiego. Chcę go odwiedzić jak jest widno. BieganieBiegnę średnim tempem, z naciskiem na wolno. Nogi mam jakieś takie ciężkie. ALe za to cieszę się każdym krokiem - szczególnie samo bieganie po parku mnie cieszy - robię dużą pętlę rowerową. Mijam Wesołe Miasteczko, ZOO, Stadion Śląski, Park Linowy. Po drodze masa mniejszych atrakcji. Jestem mocno podbudowany.

 

Kończę trening z wynikiem 13 km. 

 

Biorę prysznic, pakuję się, jadę na szkolenie.

 

Po szkoleniu do pociągu - wracam do Warszawy.

 

W Warszawie jestem około 20.00. Wsiadam do taksówki. W domu jeszcze dzieci nie śpią - radość wielka dać buziaka na dobranoc. 

 

Dzieci zasypiają. Ja też idę spać.
 

 

18_GrudzieńŚroda. Budzę się planowo później. Śpię do 6.00.
Dziś nie robię rano treningu. Planowo. Wieczorem przyjeżdża do mnie Marcin - instruktor kettlebell i crossfit - będzie mnie męczył. 

Jednak pozostałe rytuały poranka pozostają niezmienne. Robię mleko dla dzieci, dla siebie espresso, dla Ani dużą kawę z mlekiem. Potem szybki prysznic. Ubieram siebie, chłopaków. 7.15 wyjeżdżamy do przedszkola. Wracam, zostawiam samochód pod domem. Wsiadam na skuter - to zadziwiające jak łaskawa jest w tym roku zima. Nie tylko na rowerze pozwala jeździć, ale również skuter daje radę. Najzabawniejsze jest to, jak elektronika w skuterze wariuje - wyświetla wszystkie możliwe ikonki ostrzegawczo awaryjne. Wykrzykniki, napisy informujące, że temperatura jest niska oraz gwiazdki -śnieżynki. Jednak Niemcy jak projektowali tę piekielną maszynę to zadbali o to, aby w standardzie była podgrzewana kanapa oraz manetki. Jednak nie uwzględnili, że ktoś będzie korzystał z tych dobrodziejstw i jeździł gdy temperatura spadła poniżej komfortowych 5 stopni Celsiusza. Jadę na szkolenie. 

 

Po szkoleniu wracam do domu. Szkolenie było w okolicach Centrum Promenada, więc miałem do domu bardzo blisko. Tam już czekają dzieci. Jest super. Idziemy się bawić. Około 20.00 Filip zasypia. Ania też idzie spać. Maks jednak nie daje za wygraną. Dzielnie walczy oglądając kolejne bajki. O 21.10 przyjeżdża Marcin - instruktor od Kettli. Maks już prawie śpi, ale jeszcze udaje mu się przywitać z Marcinem. 

KettlebelZaczynamy rozgrzewkę. Potem kilka „Turków” - TGO. Marcin jakoś nie zadowolony, że nie robiłem ich od ostatniego treningu. Z techniką jest dobrze. Następnie kilka clean’ów i snach’y. I to podkusiło Marcina - zaproponował nowego WOD’a. Seria w ciągu:

Double Swing - 10 powtórzeń - 2 x 12 kg, potem zarzut i :

Press - 5 powtórzeń 2 x 12 kg,

Squat - 5 powtórzeń 2 x 12 kg,

I tak 10 razy z rzędu. 

 

Po tym treningu jestem wykończony. A z drugiej strony mam poczucie, że jest to bardzo rozwojowy WOD. Po skończonym treningu siadam do netu i zamawiam nowe kettle - kupuję dwie kulki - jedną 16 kg, drugą 20 kg. Wierzę, że już niedługo będę robił tego WOD’a z tymi obciążeniami. 

Idę się wykąpać. Zmęczony i szczęśliwy zasypiam.

 

 

19_GrudzieńCzwartek,

Planowany dzień bez treningu. Wstaję zatem później, czyli 0 6.00. Robię kawę Ani i sobie. Chłopakom przygotowuję mleko. 

 

Ubieram siebie, ubieram chłopaków, odwożę ich do przedszkola. Zostawiam samochód w domu. Wsiadam na skuter. Jadę na szkolenie. 

 

Wracam. Cały wieczór z chłopakami i Anią. Idę spać. Bez treningu.

 



20_GrudzieńPiątek.

Wstaję już normalnie, czyli 5.30. Włączam wodę na mleko dla chłopaków, sobie robię kawę. Budzę Anię podając jej kawę. 

Robię poranny trening - normalnie, czyli kettle. Robię nowego WOD’a:Kettlebel

  • Double Swing - 10 powtórzeń - 2 x 12 kg, potem zarzut i :
  • Press - 5 powtórzeń 2 x 12 kg,
  • Squat - 5 powtórzeń 2 x 12 kg,

Ale nie wyrabiam ilości - kończę na 6 seriach.

 

Potem prysznic, ubieram siebie, chłopaków i wiozę ich do przedszkola. 

Wracam do domu, zostawiam samochód, biorę skuter. Jadę na szkolenie. 

 

Po szkoleniu wracam do domu. Dziś mamy z chłopakami męski wieczór. Ania ma wigilię firmową w pracy, a że jutro ma dyżur menedżerski to nie wraca do domu. Tym samym bawimy się z chłopakami. Filip zasypia tradycyjnie szybciej, czyli około 19.30. Maks koło 20.30.
Rower+KolarzPrzebieram się. Zakładam strój rowerowy. Idę do garażu. Kręcę na trenażerze zwykły trening. Taki niezaplanowany bigos - czyli 60 minut z nieregularnymi interwałami - czyli po prostu zwiększanie i zmniejszanie obciążenia z trzymaną wysoką kadencją. 

 

Kończę trening - biorę prysznic. Schodzę do salonu - czas zapakować prezenty gwiazdkowe. Pakuję, pakuję, pakuję - jest pierwsza w nocy - kończę - idę spać. 


 

 

21_GrudzieńSobota.

Budzę się o 6.00.

Chłopaki jeszcze śpią. Schodzę do kuchni, gotuję wodę na mleko. Robię sobie kawę. 

Przynoszę kettle, robię rozgrzewkę. Zaczynam trening. To jest bardzo szczególny trening. Od kilku tygodni śledzę dużo fanpage’y dotyczących kettli, crossfit’u, czy całej filozofii „StrongFIrst”. Ostatnio trafiłem na pewien szalenie intrygujący mnie koncept - takie małe wyzwanie - program 10 000 swingów - http://bestrongfirst.pl/kettlebells/10000-swingow-wystarczy/

 

Mam zamiar zacząć go od 01 stycznia. Dziś robię pierwsze przygotowanie. czyli:

 

Pomiędzy poszczególnie ćwiczenia wprowadzam swingi. Tym samym:

Kettlebel

  • Swing - 10 powtórzeń - ciężar 20 kg,
  • TGO - 3 x prawa ręka + 3 x lewa ręka - ciężar 12 kg,
  • Swing 15 powtórzeń
  • Double Swing - 2 x 16 kg (zapomniałem napisać, wczoraj kurier przywiózł zamówione kettle) - 10 powtórzeń,
  • Press - 5 powtórzeń 2 x 16 kg
  • Squat - 5 powtórzeń 2 x 16 kg,
  • Swing - 25 powtórzeń - ciężar 20 kg,
  • TGO - 3 x prawa ręka + 3 x lewa ręka - ciężar 12 kg,
  • Swing 50 powtórzeń - ciężar 50 kg,

 

Umieram. Skupiam się na kontynuacji podstawowego WOD:

  • Double Swing - 2 x 16 kg (zapomniałem napisać, wczoraj kurier przywiózł zamówione kettle) - 10 powtórzeń,
  • Press - 5 powtórzeń 2 x 16 kg
  • Squat - 5 powtórzeń 2 x 16 kg,

 

Powtarzam go 5 razy.

 

W międzyczasie budzą się chłopaki. Dostają mleko, włączam im bajkę. Kończę trening.

 

Na koniec ostatnie ćwiczenie - swing z Maksem w roli kettla - Maksowi się podoba, a ja uwielbiam jak on się chichra przy tym ćwiczeniu. 
 

Kończę trening, idę się wykąpać. Ubieram siebie, chłopaków. Jedziemy na zakupy - musimy ogarnąć resztę prezentów świątecznych. Jedziemy też zrobić zakupy spożywcze - w końcu musimy coś zjeść. Dla chłopaków kupuję spód do pizzy (oczywiście razowy :) ), dla siebie makaron i sos pomidorowy. 

 

Wracam do domu - robię obiad. 

 

Wraca Ania. Zajmuje się chłopakami, ja idę się spakować - zaraz wychodzimy na imprezę do znajomych, a ja w nocy jadę do Zakopanego. Wstępnie pakuję do walizki buty biegowe i cały sprzęt biegowy. Jednak zmieniam zdanie - wrzucam kąpielówki, okularki i sprzęt na basen. Główna motywacja - nie chce mi się brać walizki, a do plecaka nie zmieszczą mi się materiały na szkolenie oraz sprzęt biegowy. 

 

Jedziemy do rodziców Ani. Tam zostawiamy chłopaków i jedziemy do przyjaciół Ani na tradycyjne, coroczne spotkanie wigilijne. 

Nie bierzemy samochodu, za to zabieramy trzy butelki wina - ja muszę się jakoś przygotować do podróży do Zakopca - 9 godzin kuszetką.

 

Impreza przednia. O 23.00 zamawiam taksówkę i wychodzę. 23.50 wsiadam do pociągu lekko rozluźniony winem. Zasypiam dzięki temu od razu.

 

 

Wyszukiwarka

Facebook

Polecam

huubbanner
Jeśli zaczynasz przygodę z triathlonem, czy pływaniem w wodach otwartych i zastanawiasz się nad wyborem sprzętu to porzuć wyszukiwarki internetowe lub  czytanie forów. Po prostu skontaktuj się z zespołem HUUB Polska. Bo Maciek i Spółka to nie tylko genilany sprzęt bardzo dobrej marki, ale przede wszystkim prawdziwe doradztwo i długofalowa pomoc.
Znajdziesz ich tutaj:
https://www.facebook.com/HuubPolska