Projekt Majorka - 22 tygodnie do startu

08_GrudzieńNiedziela. Budzę się rano - 6.00.


Chłopaki jeszcze śpią. Schodzę do kuchni, robię sobie kawę. Włączam czajnik - niech się woda zagotuje - niedługo zejdą Filip z Maksem i na pewno będą chcieli mleko. Idę do garażu. Przynoszę sobie kettle. Zaczynam rozgrzewkę. Po rozgrzewce czas na pełny trening - robię swoje:Kettlebel

  • Swing - 10 serii po 14 powtórzeń - ciężar - jadę na zmianę jedna seria 28 kh, jedna 32 kg.
  • Pressy - 10 serii po 7 powtórzeń - ciężar 2 x 12 kg
  • Front Squat - 10 serii po 7 powtórzeń - ciężar 24 kg 2 x 12 kg

 

W międzyczasie wstają dzieci. Robię im mleko, włączam bajkę. W międzyczasie schodzi też Kuba - syn siostry Ani (mojej żony). Wbija wzrok w telewizor z bajką i mocno się wciąga … jednak obserwuje też ze zdziwieniem jak macham kulami.

 

Po treningu biorę szybki prysznic, ubieram się. Jemy wspólne śniadanie. Dziś chłopaki nie idą na basen … powód prozaiczny - mam zajęcia na uczelni. 

O 10.00 pakuję się i jadę na zajęcia - nie jest łatwo być studentem. W sumie to jeszcze o tym nie wspominałem - tak, tak studiuję. Ale nie nie, że ze mnie taki wieczny student. Ja po prostu trzy lata temu wróciłem na uczelnię - robię doktorat z psychologii. Badanie w zakresie psychologii osiągnięć w sporcie - czyli czynniki osobowościowe i temperamentne warunkujące skuteczność w grach zespołowych. Może kiedyś o tym napiszę tutaj więcej. To projekt, który powstał w mojej głowie na pierwszym roku studiów magisterskich z psychologii i musiał dojrzeć … czyli potrzebował ponad 15 lat :)

 

Zajęcia kończą się o 16.00. Jadę do domu. Ania z dziećmi pojechała do swoich rodziców. Tym samym szybko się przebieram, idę do garażu, włączam muzykę i zaczynam kręcić - czas na trening na rowerze. Rower+KolarzPlanuję wykręcić 90 minut.
Po 45 minutach słyszę, że podjeżdża do domu samochód - Ania wróciła - kochaną mam żonę - wróciła spędzić ze mną czas :). Chłopaki śpią. Ania przenosi ich śpiących na kanapę. Ja dokręcam trening do 60 minut i kończę. Podsumowanie treningu:

  • 15 min - rozgrzewka, lekkie obciążenie, kadencja - 90 - 95 / min,
  • 6 x 3 min mocno 2 min lekko (30 min)
  • 15 min - rozjeżdżenie,

Kończę trening. Biorę prysznic. Budzę chłopaków. Czas na wspólną zabawę :D walczymy do go 22 … tak to jest jak czorty śpią w ciągu dnia :)

 

Chłopaki zasypiają - idę spać.



 

09_GrudzieńPoniedziałek - dziś jest gratisowy dzień. Taki wyjątkowy, co się go dostaje czasem od losu. Miałem prowadzić szkolenie, ale w piątek Klient zadzwonił i poprosił, aby przełożyć termin na „po Nowym roku”. Normalnie w takich sytuacjach jestem bardzo zły. Jednak tym razem się ucieszyłem, bo mówiąc wprost, jestem przemęczony - za dużo ostatnio pracuję. 

Tym samym korzystam z dobrobytu wolnego dnia.
Budzę się rano - 5.30.
Schodzę, robię kawę. Włączam wodę - niech się zagotuje - będzie na mleko. 

KettlebelIdę po kettle. Robię rozgrzewkę. Potem swój tradycyjny trening.

Swing - 10 serii po 14 powtórzeń - ciężar - jadę na zmianę jedna seria 28 kh, jedna 32 kg.

Pressy - 10 serii po 7 powtórzeń - ciężar 2 x 12 kg

Front Squat - 10 serii po 7 powtórzeń - ciężar 24 kg 2 x 12 kg

 

W międzyczasie schodzą chłopaki :). Robię im mleko. Ania też budzi się wcześnie - zawsze jak odwożę dzieci do przedszkola Ania korzysta z tego, że może wyjść wcześniej i ominąć choć część korków do pracy. 

Około 7.30 pakuję chłopaków do samochodu, zawożę ich do przedszkola. Wracam do domu. Odpalam komputer - nadrabiam zaległości. Odpisuję na maile, piszę ofertę. 

O 14.30 jadę na spotkanie - bardzo udane, jest szansa na nowy projekt. Kończę około 17.00. Jadę na kolejne spotkanie. Wchodzę do biura jednego z ważniejszych naszych Klientów. Jestem umówiony na podsumowanie projektu dużego projektu szkoleniowego. Ponieważ miałem mieć szkolenie, jestem umówiony na 17.30. Wchodzę do biura około 17.20 … pytam na recepcji o osobę, z którą mam się spotkać - nie ma jej. Pani na recepcji dzwoni i daje mnie do telefonu … okazuje się, że osoba, z którą miałem się spotkać już wyszła z biura … rozmawiam i okazuje się, że faktycznie jesteśmy umówieni na 17.30 … tyle, że na środę :) … ja faktycznie potrzebuję odpoczynku, bo jak już terminy mylę to dobrze nie jest.

 

Jadę do domu. Zjadam makaron z sosem pomidorowym. Bawię się z dziećmi. Zasypiają.  Jest 21.30.

Rower+KolarzIdę do garażu. Czas na trening rowerowy. Kręcę byle jak. To taki trening, który ja nazywam sobie kogel-mogel - czyli takie zwykłe kręcenie, bez ładu i składu. 70 minut. Obciążenie różne. Wysoka kadencja.  

Kończę. Prysznic. Idę spać.

 







10_GrudzieńWtorek. Dziwny dzień. Dzień bez treningu. Aż dziwne, ale tak jest. Zaplanowany dzień regeneracji.

 











11_GrudzieńŚroda. Kolejny dzień w gratisie. Dziś też miałem mieć szkolenie, które zostało przełożone na po Nowym roku.
Budzę się o 5.30.
Dzień jak co dzień. Kawa. Woda gotowana na mleko. Rozgrzewka. Kettle. 
Kettlebel

Swing - 10 serii po 14 powtórzeń - ciężar - jadę na zmianę jedna seria 28 kh, jedna 32 kg.

Pressy - 10 serii po 7 powtórzeń - ciężar 2 x 12 kg

Front Squat - 10 serii po 7 powtórzeń - ciężar 24 kg 2 x 12 kg

 

Dzieci schodzą. Włączam im bajkę, daję mleko. 

Potem szybka kąpiel, ubieram siebie, ubieram dzieci. 

Zanim Ania wyjdzie biegnę do sklepu. Kupuję pieczywo. Wracam do domu - robię kanapkę Ani do pracy i sobie śniadanie.


Zawożę dzieci do przedszkola i jadę do pracy. Niby gratisowy dzień, a jednak w biurze spotkanie za spotkaniem. Najpierw spotkanie z Dianą - dziewczyną prowadzącą super agencję, która obsługuje nas marketingowo. Potem z pracownikami - lista spaw, które do mnie mają zwykle jest długa. 

O 16.30 jadę na spotkanie, podsumowujące projekt szkoleniowy (to na które pojechałem w poniedziałek). Spotkanie bardzo udane - jest szansa na kontynuację projektu w 2014 r. Zadowolony wracam do domu … jestem około 19.00 w domu. Ania jest nieprzytomna. Ma wysoką temperaturę. Bierze aspirynę i kładzie się spać. Ogarniam dzieci. Filip zasypia szybko - o 19.30 już śpi w łóżku. Z Maksem nie jest tak łatwo. Bawimy się, oglądamy bajki. Nie mogę go uśpić. W końcu Maks zasypia … jest 21.00. Szybko kładę Maska do łóżka, pakuję torbę, wskakuję do samochodu i gnam do Ursusa - jestem umówiony z Marcinem na trening Kettlebell. Marcin ma mnie nauczyć jak prawidłowo zrobić TGO (turkish get up) - to najbardziej pożądane przeze mnie ćwiczenie z kettlami … którego się najbardziej boję - mam w głowie wielki strach, że jeśli zrobię je źle technicznie to sobie zrobię dużą krzywdę.

Oczywiście jadąc do boxu gubię się - nie mam w tym nic dziwnego - ja się gubię wszędzie :). W końcu udaje mi się dojechać - jestem o 22.05 … jak na mnie to nie duże spóźnienie … miałem być między 21.30, a 22.00 :). 

KettlebelSzybko się przebieram. Robię rozgrzewkę na wiosłach - kurcze, jak ja lubię to ćwiczenie. 

Około 22.30 zaczynamy trening właściwy. Jaram się. Pierwsze TGO na sucho - czyli bez kettli. Potem z biszkoptem, czyli małym obciążeniem. Robię z 8 kg. Jest dobrze. Wstaję i kładę się. Marcin się nakręca - pojawia się ten jego szelmowski uśmiech - zwiększamy obciążenie. Robię z 12 kg. Marcin chce, abym zrobił z 16 … uda się :) 

Kończymy TGO. 

Marcin pokazuje mi jeszcze dwie techniki. 

Snach - czyli wyrzut kettla z przytrzymaniem nad głowę, 

Clean, 

Obydwie zdaniem Marcina wychodzą mi dobrze … co oznacza tylko jedno - zwiększenie obciążenia.

Trening kończę po 24.00

Przebieram się. Nie mam już siły się kąpać. Idę do auta. W samochodzie wypijam … tram, tram, tram … Sok z Brzozy :) … no co ja poradzę, że go lubię :). 

Wraca do domu. Biorę prysznic i idę spać.

 


12_GrudzieńCzwartek. Budzę się wcześnie rano - o 5.00

Muszę poprawić prezentację na szkolenie dla Klienta. Na szczęście to nie zmiany merytoryczne, ale muszę zmienić trochę graficznie. 

O 6.00 schodzą dzieci. Budzę Anię. Nie czuje się najlepiej. Moim zdaniem powinna zostać w domu, ale mówi, że ma ważne spotkanie … nie lubię tego, ale rozumiem to - też często idę do pracy pomimo słabego samopoczucia. 

 


Kończę prezentację. Biorę prysznic. Pakuję walizkę - po szkoleniu jadę do Katowic. 

Zawożę dzieci do przedszkola. Zamawiam taksówkę. Wracam do doku. Zostawiam auto. Biorę walizkę i wsiadam do taksówki. Jadę na szkolenie. 

Szkolenie kończy się o 16.45. Zamawiam taksówkę. Pędem jadę na dworzec. Jestem umówiony z kolegą na wyjazd do Katowic - pociąg mamy o 17.35. Dojeżdżam na styk. Pociąg się spóźnia 20 minut … i po co było się tak spieszyć.

 

Idziemy z kolegą do Warsu. Zamawiam kurczaka z ryżem i piwo. W sumie wypijamy tego piwa więcej niż jedno. Przegadujemy szkolenie, które mamy poprowadzić jutro. Dojeżdżamy do Katowic. Logujemy się w hotelu i idziemy do baru - musimy dokończyć omawianie prezentacji. Wypijamy jeszcze kilka piw. 

Regeneracja pełna. Na szczęście nie jemy nic więcej - jedyne zbędne kalorie to piwo. 

 

Około 22.30 idziemy spać.

 

13_GrudzieńPiątek. Budzę się o 7.00.
Jestem umówiony na 7.30 na śniadanie z kolegą, z którym przyjechałem oraz kolegą z Czech - który również będzie na szkoleniu. 

Zjadam śniadanie - w sumie to wiem, że to bez sensu, bo jadę do najcudowniejszego Klienta na świecie - do dealera motocykli w Katowicach. A tam jest Pani Ula - najcudowniejsza kobieta pod słońcem - która na miliard procent nie tylko przygotuje śniadanie dla wszystkich, ale na milion procent będzie pilnować, abym zjadł.

 

Jedziemy do Klienta - nie mylę się - są przygotowane kanapki przez Panią Ulę. Mało tego, Pani Ula sprawdza, czy zjadłem :) … to niezwykle miłe. Zjadam więc bułkę z masłem i miodem - jest pyszna - dla mnie to smak dzieciństwa. 

 

Prowadzimy szkolenie. O 13 robię przerwę na obiad … Pani Ula mnie zabija - przygotowuje najlepszy lunch jaki kiedykolwiek widziałem na szkoleniu. Zwalający z nóg stół szwedzki. IMG_0415Odpływam. Tatar jest zjawiskowy. Śledzie genialne. Już wiem, że moja dieta jest mocno nadwyrężona i moje cele redukcji wagi odpływają. Szczególnie, że dziś nie będzie treningu. 

 

Kończymy szkolenie około 16.30. Klient zaprasza nas, abyśmy zostali na wigilii pracowniczej. To bardzo miłe, szczególnie, że pracuję dla tej firmy od 7 lat. Ustawiamy stoły. Wjeżdża jedzenie … Śląsk mnie zabija … ostatni raz widziałem tyle jedzenie na weselu. 6 rodzajów mięsa, ziemniaki, kluski śląskie, surówki. No i oczywiście ciasto. Nie mogę odmówić … pomimo wyrzutów sumienia przyjmuję solidny kawałek ciasta w mega słodkiej polewie - jest przepyszne. 

Klient chce mnie namówić na kolejny kawałek - asertywność wygrywa - choć i tak moja walka o redukcję wagi leży znokautowana na deskach. 

 

Niby nie kopie się leżącego … a jednak - pojawia się Pani Ula z butelką … samogonu. Proponuje mi kieliszek bimbru na trawienie, przy okazji wskazując producenta tegoż trunku, który również siedzi przy stole. Daję się namówić … jest MOC - trzepie ostro, ale jest pyszny. Ja jednak lubię dobry bimber. Taki znacznie powyżej 45% :) Wypijam też na drugą i trzecią nóżkę. 

 

Około 18.30 dziękujemy za gościnę i zwijamy się z kolegą na pociąg. Kilka minut po 19 siedzimy w Warsie. Na jedzenie patrzeć nie możemy. Jednak odkrywamy nowość w ofercie PKP - wino. Taki trunek robiony z winogron. Ponieważ różnimy się preferencjach zamawiamy dwie butelki. Kolega białe, jak czerwone - obydwa wytrawne. Wypijamy. 

 

W Warszawie wsiadam do taksówki. Jadę do domu. Idę spać.

 

14_GrudzieńSobota. Jacek - mój trener pływania jest cały czas w Brazylii, gdzie trenuje innych TRI wariatów - tym samym nie idę na poranny trening. Tym samym nie wstaję rano. Budzi mnie dopiero Maks informując, że chce mleko - jest 6.30.

Robię mu mleko. Włączam bajkę. Siadam z nim i … nie robię żadnego porannego treningu.

 

Ania nadal czuje się słabo. Udaje mi się ją przekonać, aby pozostała w łóżku i odpoczęła. Słucha się mnie - jest sukces. Zajmuję się chłopakami.

 

BieganieOkoło 13.00 pakuję ich do wózka (joggera) i ruszamy na trening. Spokojny bieg Wałem Miedzeszyńskim. Lubię tę trasę, bo spotykam tam wiele biegających osób. Tym samym robię trening w spokojnym tempie - 15 km.

 

Po drodze chłopaki zasypiają. 

 

Wracam do domu. Kładę ich na kanapy, aby dospali. Kąpię się, przebieram. Do wieczora bawimy się razem. Około 19.30 Filip zasypia. Maks dołącza do niego o 21.00.

W planach miałem trening na rowerze. Leń wygrywa. Zasypiam.

 

 

 

Wyszukiwarka

Facebook

Polecam

huubbanner
Jeśli zaczynasz przygodę z triathlonem, czy pływaniem w wodach otwartych i zastanawiasz się nad wyborem sprzętu to porzuć wyszukiwarki internetowe lub  czytanie forów. Po prostu skontaktuj się z zespołem HUUB Polska. Bo Maciek i Spółka to nie tylko genilany sprzęt bardzo dobrej marki, ale przede wszystkim prawdziwe doradztwo i długofalowa pomoc.
Znajdziesz ich tutaj:
https://www.facebook.com/HuubPolska