Projekt Majorka - 23 tygodnie do startu

01_GrudzieńNiedziela.

Wczoraj skończył się listopad. Dziś pierwszy dzień grudnia. Listopad kończę sukcesem - dobrze przepracowany miesiąc, do tego waga na genialnym poziomie jak na pięć miesięcy przed startem - to daje gigantycznego kopa motywacyjnego do dalszej pracy.

Wstaję rano - znów planowo pomijam basen. Dziś wyjeżdżam na cztery dni do Poznania, więc będę mógł nadrobić treningi basenowe. Schodzę więc do garażu, wyciągam swoje ulubione „czajniczki” zwane potocznie kettlebells i zaczynam trening - no może nie tak od razu, wcześniej mała rozgrzewka. Jednak zaraz po niej tradycyjna seria:
Kettlebel

  • Swing - 10 serii po 14 powtórzeń - ciężar - i tutaj UWAGA - jadę na zmianę jedna seria 28 kh, jedna 32 kg.
  • Pressy - 10 serii po 7 powtórzeń - ciężar 2 x 12 kg
  • Front Squat - 10 serii po 7 powtórzeń - ciężar 24 kg 2 x 12 kg

 

W międzyczasie wstają dzieci. Robię im mleko, włączam bajkę. Po treningu biorę szybki prysznic, ubieram się. Zjadam śniadanie. Ubieram chłopaków i jedziemy na basen. Filip tradycyjnie nie jest zbyt zadowolony i przypomina, że to jest nie sprawiedliwe, że on musi trenować z panem Bartkiem, a Maks bawi się ze mną … no cóż - w sumie taka prawda. Jedziemy na basen. Po zajęciach wracamy do domu. Ja się idę szybko spakować walizkę - jak już mówiłem wyjeżdżam dziś na szkolenie. Ania ogarnia dzieci i pakujemy się do samochodu - jedziemy na urodziny dzieci znajomych - kinder party w stadninie kucyków. W planie ognisko, pieczenie kiełbasek, jazda na kucykach. Przyjeżdżamy na miejsce - pogoda paskudna - wije silny, zimny wiatr. Nawet ognisko nie rozgrzewa. Pieczemy po kiełbasce - jak się nietrudno domyśleć mimo chłodu dzieci są szczęśliwe. Po zjedzeniu idziemy do ujeżdżalni - ta szczęśliwie jest w balonie - więc przynajmniej nie wieje. Zamawiam taksówkę - zostawiam Anię z dziećmi i jadę na dworzec - szkolenie samo się nie poprowadzi. Tak jak nienawidzę jeździć po Polsce samochodem tak jazda pociągiem jest dla mnie wielką frajdą - mogę popracować, poczytać, nadrobić zaległości. 

W Poznaniu mieszkam w hotelu nad jeziorem Malta - pomimo tego, że szkolenie jest w innym miejscu i będę musiał codziennie dojeżdżać na szkolenie to jak tylko mam taką możliwość to w Poznaniu zawsze rezerwuję sobie Novotel Malta - głównie z uwagi na odległość od basenów - czyli Term Maltańskich - wg mnie to najlepsze centrum sportowe (typu Aquapark) w Polsce. Rejestruję się w hotelu, zostawiam w pokoju bagaż, przebieram się i idę pobiegać. BieganieJest 20.25 - na dworze pogoda pokazuje, że jest już zima - temperatura kilka stopni poniżej zera, co przy wiejącym wietrze daje odczucie zimna. Jednak już po pierwszym kilometrze się rozgrzewam.

Robię dwa okrążenia dookoła jeziora, co daje około 12 km.

Uwielbiam jezioro Malta - to jest dla mnie najbardziej zjawiskowe miejsce w Polsce. W samym centrum miasta. Mimo zimy, żyje w pełni - czynny oświetlony stok narciarski, czynne lodowisko. Dookoła masa trenujących biegaczy. Wracam do pokoju - w łazience jest wanna … kurcze jak ja dawno nie brałem kąpieli w wannie. Wlewam płynu do kąpieli, robię pianę i rozkładam się - jest bosko. Z wanny prosto do łóżka. Nastawiam budzik na 5.20, aby rano pójść na basen i zasypiam.



 

02_GrudzieńPoniedziałek.

Budzik mnie obudził, ale nie przekonał. Niestety chęć odespania wygrała. Budzę się - zegar pokazuje 6.58 - to zdecydowanie za późno na trening. O 8.00 powinienem być na szkoleniu, aby przygotować salę, rozłożyć materiały. Szybki prysznic, ubieram się. Dzwonię na recepcję, aby zamówić taxówkę. Zbiegam, wsiadam do oczekującego samochodu. Jedziemy na szkolenie. Niestety nie zjadłem śniadania - to jest akurat jedna z rzeczy, której w Novotelach nie lubię. W planach miałem zjeść po drodze, ale jest za mało czasu. Na szczęście korki w Poznaniu są znacznie mniejsze niż w Warszawie - mimo tego, że kierowca klnie na nieprzejezdne ulice, to moim zdaniem jedziemy bardzo płynnie. Po 20 minutach jesteśmy na miejscu - więc mam spory zapas, aby się przygotować. Rozkładam materiały szkoleniowe, rozwieszam na ścianach flipcharty z godzinami szkolenia i zasadami i oczekuję uczestników. Szkolenie mija bardzo szybko. Pewnie dlatego, że jest super grupa. Kończę o 17.00. Zamawiam taksówkę i wracam do hotelu. W piszę zaległą ofertę. To jest jeden z minusów bycia zarobionym na maksa - trzeba pracować mocno po godzinach.
BieganieOkoło 20.15 kończę, przebieram się i idę biegać. Znów jaram się pięknem Malty. Szkoda tylko, że jest ona oświetlona tylko z jednej strony. Mam nadzieję, że jednak władze miasta Poznania zainwestują i oświetlą ją z dwóch stron.

Tradycyjnie już robię 12 km - dwa okrążenia dookoła jeziora.


Wracam do pokoju. Rozciągam się porządnie. Wchodzę do wanny. Odpływam. Wychodzę, kładę się do łóżka. Niestety biorę ze sobą komputer - muszę napisać program szkolenia. Wysyłam przygotowany dokument do Klienta. Zasypiam.

 



03_GrudzieńWtorek.

Budzik dzwoni o 5.20 - znów przegrywa ze snem. Całe szczęście nastawiłem drugi - taki jestem sprytny. Drugi budzik dzwoni o 5.30 - jemu już udaje się mnie obudzić. Wstaję, myję się, ubieram. Wypijam sok z brzozy i zjadam mus owocowy „Kubuś” i ruszam na basen. Jak ja jaram się zawsze tymi basenami sportowymi na Termach Maltańskich. Gdy podzielą basen duży (50 metrowy) robi się obiekt z 30 torami x 25 metrów. A to oznacza, że jest prawie gwarancja, że o 6.00 będzie nie więcej niż jedna osoba na torze - i tak jest. Robię zatem dobry, poranny trening. 
Pływanie

 

  • 20 basenów (500 m) rozpływania - swobodnie dowolnym,
  • 4 baseny (100 m) dogrzania - mocno,
  • 4 x 100 m - mocno - tak na 90% - przerwa pomiędzy setkami - 20 s (400)
  • 4 baseny (100 m) swobodnie
  • 6 basenów (150 m) same nogi - na boku,
  • 6 x 50 m - na maksa - tak na 100% - przerwa pomiędzy pięćdziesiątkami 30 s (300 m),
  • 4 baseny (100 m) swobodnie,
  • 6 basenów (300 m) - oddech 3 - 5 - 7 - 3 - 5 - 7 …
  • 20 basenów (500 m) rozpływania - wyciszenie,

 

Razem: 2450 m

 

Wychodzę z wody. Przyglądam się dzieciakom, które właśnie rozpoczęły swój poranny trening - kurcze, jak ja lubię patrzeć na pływające pięknie technicznie szkraby. Choć mam świadomość jak ciężkie jest to dla dziecka, aby codziennie o 7.00 być na basenie, aby przed szkołą zrobić trening. Zamawiam taxówkę. Jadę na szkolenie. 

Po szkoleniu jadę szybko do hotelu, zostawiam swoje rzeczy i dalej na miasto - jestem umówiony na kolację z przyjaciółmi. Tak rzadko bywam „na dłużej” w Poznaniu, że grzechem byłoby nie skorzystać z okazji. Umówieni jesteśmy w małej włoskiej knajpce - jest super. Znajomi zjadają pastę, ja wybieram risotto z krewetkami - jest genialne. Do tego kieliszek wina - na szczęście znajomi przyjechali samochodem, więc nie musimy wypijać kilku butelek :D. Kończymy spotkanie około 22.30. Jadę do hotelu - nie mam siły pracować - zasypiam. 



 

04_GrudzieńŚroda.

Budzę się o 6.15. Miałem w planach iść na basen, ale zaspałem … w sumie to jeszcze nadal bym zdążył na basen, ale pełnego treningu nie zrobię. Podejmuję szybką decyzję - zakładam strój biegowy, szybko wypijam sok z brzozy, zjadam Kubusia i ruszam biegać.
BieganieAsfalt pokryty jest lekką warstwą lodu. Jednak nocne przymrozki w połączeniu z dużą wilgotnością sprawiają, że ścieżka dookoła Malty robi się śliska. Jednak warstwa lodu jest na tyle miękka, że pod butem pęka i daje się chwycić przyczepność asfaltu.

Robię tradycyjne już dwa okrążenia jeziora, czyli 12 km.

Wracam do pokoju. Szybki prysznic. Wołam taxówkę. Proszę, aby po drodze kierowca zatrzymał się na stacji benzynowej - na BP mają dobrą kanapkę - razowa bułka z polędwicą z indyka oraz ogórkiem i pomidorem. Zapijam sokiem z grapefruita. 

Szkolenie prowadzi się szybko. Kończę. Wracam do hotelu. Od razu idę do restauracji. Zamawiam sałatę z kurczakiem. Szybko zjadam i pędzę do pokoju, gdzie szybko zostawiam torbę z komputerem, biorę torbę sportową - wrzucam do niej dwa ręczniki, gazety Runners Word i Bieganie i idę na saunę. Sauna

Uwielbiam strefę saun w Termach Maltańskich. Ma wszystkie cechy mojego wymarzonego centrum relaksu. 

Po pierwsze jest zakaz wchodzenia w strojach pływackich - kurcze, dla mnie nie ma większego syfu, niż ludzie siedzący w saunie w kąpielówkach lub strojach pływackich. Sama świadomość, że ten cały syf, który właśnie wypacają, wchodzi im w strój, a za chwilę wypłuczą go w basenie powoduje, że chce mi się rzygać. 
 

Po drugie jest tak gigantyczna ilość kombinacji i różnych saun do wyboru - dwie suche na dworze robią na mnie szczególne wrażenie - takie małe drewniane domki … z wyjście prosto na dwór. Poza tym są tam regularne seanse w saunie - cały rytuał, kamienie polewane olejkami, wachlowanie przez „mistrza ceremonii”, pełen relaks. 


Po trzecie - basen z lodowatą wodą … na dworze. Więc przy takiej pogodzie jak w grudniu, przy minusowej temperaturze i padającym śniegu jest to wręcz bajeczna opcja schłodzenia po saunie. Robię zatem 4 seanse po 15 minut każdy. Pomiędzy chłodzę się, a po schłodzeniu wypoczywam na leżakach oddając się lekturze. Uwielbiam taki relaks. Pełna regeneracja. 

Wracam do hotelu.Odpływam. Zasypiam.

 

 

05_GrudzieńCzwartek.

Budzę się 0 5.30. Niestety nie mam już soku z brzozy. Zapas wzięty z domu skończył mi się. Za to nadal mam mus jabłkowy Kubuś. Zjadam go, zapijam wodą mineralną. Zabieram walizkę, torbę i idę na basen.
PływanieRobię bardzo nudny i trochę bezsensowny trening. Po prostu przepływam 100 basenów. Żadnych ćwiczeń, żadnych zadań specjalnych. Po prostu od ściany do ściany. Równo, stylem dowolnym. Trener pewnie powiedziałby, że to bzdura. Dla mnie jednak takie pływanie też ma sens - to mnie uczy odporności na nudę - czyli na coś, co mnie najbardziej zabija w treningu.

 

Wychodzę z wody. Szybki prysznic, ubieram się. Jadę na szkolenie. 

 

Po szkoleniu szybko zamawiam taksówkę. Jadę na dworzec. Wracam do Warszawy.

 



06_GrudzieńPiątek.

Dziś jest wielki dzień. Mamy ważną imprezę - Mikołajki dla Klientów. Wstaję rano. 5.15. Dzieci i żona jeszcze śpią. Schodzę do garażu, biorę kettle i zaczynam cisnąć. Robię mały trening - bo czasu nie ma.

Kettlebel

  • Swing - 7 serii po 14 powtórzeń - ciężar - i tutaj UWAGA - jadę na zmianę jedna seria 28 kh, jedna 32 kg.
  • Pressy - 7 serii po 7 powtórzeń - ciężar 2 x 12 kg
  • Front Squat - 7 serii po 7 powtórzeń - ciężar 24 kg 2 x 12 kg

 

Około 6.00 wstaje Ania. 

Kończę trening. Idę się umyć. Dzieci o dziwo jeszcze śpią. O 6.30 Ania wyjeżdża do pracy - musi dziś szybciej wrócić, aby odebrać Filipa z przedszkola. Ja budzę dzieci. Nie lubię tego - jednak wolę jak oni mnie budzą - nawet jeśli jest to w weekend o 5 rano. Daję im mleko. Pomagam się umyć i ubrać. Na 7.30 zawożę do przedszkola. Wracając zamawiam taksówkę. Jadę na spotkanie z klientami. Jestem mega dumny z całego zespołu, który przygotowywał imprezę. Jesteśmy przygotowani genialni. Super catering, piękna dekoracja miejsca, paczki dla Klientów. Spotkanie kończy się pełnym sukcesem. Zasługujemy na to, aby to oblać. Więc po imprezie dla Klientów idziemy do Hard Rock Cafe. Świętujemy razem sukces - no cóż w takiej chwili z takim zespołem warto. Dieta umiera. Piwo, hamburger, piwo, piwo, piwo. Kończymy imprezę. Jadę do domu. Na szczęście nie jest późno - znaczy około 23.00. Idę spać.

 

07_GrudzieńSobota. Budzą mnie dzieci. Jest 6.15. Schodzę z nimi do salonu. Puszczam im bajkę i robię mleko. W 100% świadomie nie robię porannego treningu. Mam prawo odpocząć. Wczoraj był mój dobry dzień. 


Około 14.30 chłopaki zasypiają. BieganieJa się ubieram i idę pobiegać. Pogoda jak na grudzień jest bardzo dobra. Jednak czuję ciężkie nogi - wczorajszy alkohol daje się we znaki. Robię swobodnym tempem 11 km. 


Po treningu biorę prysznic, przebieram się. W między czasie przyjeżdża do nas Ani siostra z mężem - przyjechali przywieźć Kubusia na noc. Dziś Filip zaprosił swojego kuzyna na „nocne granie na Play Station”. Umówili się, że będą grać całą noc :D Wcześniej jednak zabawa LEGO, chowanie się przed Maksem (ach ciężkie jest to życie młodszego brata). Potem kolacja. Po kolacji cała trójka, czyli Maks, Filip i Kuba lądują w wannie. Kąpiel, a po kąpieli idziemy grać na PS3. Podoba im się pływanie kajakiem, skuterem wodnym, czy jazda na rowerze. Jednak najfajniejsze jest strzelanie do rzutków. Siedzę z nimi, aby pomóc im włączać poszczególne gry i podpowiadać jak się gra. Na szczęście groźby, że będą grać całą noc okazały się nieprawdziwe. Zasypiają około 21.30. Nie mam siły już na trening. Idę spać.

 

 

 

 

Wyszukiwarka

Facebook

Polecam

huubbanner
Jeśli zaczynasz przygodę z triathlonem, czy pływaniem w wodach otwartych i zastanawiasz się nad wyborem sprzętu to porzuć wyszukiwarki internetowe lub  czytanie forów. Po prostu skontaktuj się z zespołem HUUB Polska. Bo Maciek i Spółka to nie tylko genilany sprzęt bardzo dobrej marki, ale przede wszystkim prawdziwe doradztwo i długofalowa pomoc.
Znajdziesz ich tutaj:
https://www.facebook.com/HuubPolska